sobota, 27 maja 2017

Demakijaż z Ziają.

Hej!
Przepraszam za jakość zdjęć! Długą nieobecność, a teraz zapraszam na post.
Dzisiaj przychodzę do Was z recenzją mleczka micelarnego do demakijażu z Ziai. Demakijaż jest obowiązkowy każdego wieczoru, nie wyobrażam sobie, że mając nawet tylko pomalowane rzęsy miałabym ich nie zmyć. Ostatnio zaczęłam używać więcej produktów wodoodpornych lub wodo-opornych dlatego potrzebowałam czegoś skuteczniejszego w usuwaniu makijażu niż zwykły żel do mycia. To mleczko kupiłam pod wpływem chwili, będąc w Rossmanie było ono akurat w promocji, poczytałam skład i postanowiłam je przetestować.
Ziaja - demakijaż - mleczko micelarne nawilżające


Mleczko jest przeznaczone do skóry suchej, ja mam tłustą, która bardzo szybko się wysusza, więc to też przeważyło na tym, że je kupiłam. No i najważniejszą informacją jaka przekonała mnie do zakupu to, iż osoby z wrażliwymi oczami i noszącymi soczewki mogą go używać. Moje oczy są bardzo wymagające i niestety nie polubiły się z tym kosmetykiem tak jak reszta mojej twarzy. Kiedy przez przypadek dostanie mi się do środka oka, zaczyna mnie piec, a później jest cała czerwona gałka.
Mleczko znajduje się w białej, plastikowej, zamykanej na "klik" butelce o pojemności 200 ml. Z przodu znajdziemy informacje co to za produkt, a z tyłu jest dość sporo info oraz skład.
 Bardzo dobrze radzi sobie z zmyciem wodo-opornego makijażu jak i mocno wytuszowanych rzęsach tuszem wodoodpornym. Pachnie bardzo przyjemnie, mi kojarzy się ten zapach jak z jakimś balsamem do ciała. Kolor jego to taki jaśniutki błękit, oczywiści zdjęcie nie oddaje tego efektu.
Jedynym jego minusem dla mnie jest to, że jednak podrażnia moje oczy. Raczej nie kupie ponownie, będę szukać czegoś łagodnego dla oczu. Płyny micelarne są bardzo dobre, ale czasami potrzebuję użyć czegoś mocniejszego, a ten produkt się nie sprawdził.
Może macie coś godnego polecenia?
Pozdrawiam i do następnego

niedziela, 9 kwietnia 2017

Pierwsza recenzja palety z cieniami od Catrice.

Heej!
Tak wiem, kilka miesięcy mnie tu nie było. Ale nie będę się tłumaczyć w większości z mojego lenistwa, albo z braku czasu i nauki. Nastał ten dzień kiedy znowu piszę, więc zapraszam do przeczytania mojego zdania na temat palety cieni Catrice - Absolute Matt.
Ahh..jak zwykle prześwietlone zdjęcia wyszły,przepraszam.
Jak widać na załączonym obrazku napisy z tego opakowania już dawno mi się starły. To jest moja pierwsza paleta w życiu, która posiada więcej niż 4 cienie. Mam ją już ze trzy lata jak nie dłużej, ale spokojnie, nie używam jej. Została w moich zbiorach tylko z sentymentu, a teraz mnie naszło, żeby jej się pozbyć i uznałam że to dobra okazja aby o niej napisać. Tak trochę informacji technicznych, opakowanie zawiera 6 cieni w odcieniach brązu, producent uważa że do szarość. Niech im będzie. Wszystkie są matowe, całość zawiera 6g, czyli po jednym dla jednego cienia.
W środku znajduje się pędzelek, z jednej strony posiada pacynkę, a z drugiej włoski, które są okropnie drapiące. Jak widzicie denka doczekał się tylko jeden cień, praktycznie niewidoczny, jest to taki odcień jakby łososiowy, idealny do zmatowienia całej powieki. Pierwsze trzy cienie są prawie niewidoczne po dobrym rozblendowaniu, czwarty był dla mnie idealnym do zaznaczenia powieki, a dwa ostatnie za mocno na pigmentowane. Przy aplikacji strasznie się piliły, brudziły skórę wokół oczu, 3xnie. Nie dawały nawet ładnego efektu na oku. Poniżej zdjęcie z cieniami na ręku bez bazy.
Musiałam się nieźle nimi popracować, żeby było widać te pierwsze. Ogółem paleta nie byłaby zła, gdy nie fakt, okropnego pylenia i dość dużej granicy między ciemnymi, a jasnymi cieniami.
Poniżej porównanie cieni na sucho( z prawej strony) i z bazą ( z lewej strony)

Jak widać jest różnica w odcieniach, tylko te dwa pierwsze zniknęły na bazie. Bardzo dziwne. Cienie na oku nie wytrzymywały całego dnia ok.8godz w szkole nawet z bazą, więc za dobre nie były.
Ogółem nie polecam, kupiłam ją z ciekawości, którą zaspokoiłam niezadowoleniem.
Pozdrawiam,


sobota, 31 grudnia 2016

Ostatnie DENKO, ostatni post w tym roku!

Hej!
Jak się czujecie z tym, że to już Nowy Rok za kilka godzin? Do mnie to nie dochodzi, za szybko minęło. Także dzisiaj ostatni post w tym roku i będzie to DENKO. Nie jest ono dla mnie zadowalające, bo nie wszystkie opakowania zatrzymałam plus nie zużyłam tyle co chciałam. Będzie brakować dwóch opakowań szamponu i żelu pod prysznic. No i zdjęcia są prześwietlone, znowu, przepraszam. Dobra tradycji dało się zadość i po nudnym wstępnie zapraszam do czytania co zużyłam. ;) Dzisiaj wyjątkowo zacznę od kolorówki, a dokładniej pierwsze będą perfumy.
#1 LA RIVE - LADY DIAMOND, wersja czarna
Dość mocny zapach, którego używałam od końca zeszłej zimy do końca wiosny i sobie buteleczka stała na półce. Dość mocny zapach i myślę, że chyba do niego powrócę, bo teraz używam słodkich i tak niezbyt mi pasują. Utrzymywał się tak w granicach 4/5 godzin, więc to nie jest źle plus kosztował z 20 zł. Czego chcieć więcej za taką cenę? Kupię ponownie.
#2 AVON - ULTRA SEXY PINK
Jest to dezodorant według producenta,ok. Jest to delikatniejsza wersja mojego ulubionego perfum z Avon czyli Ultra Sexy. Na początku nie lubiłam tego zapachu, ale z czasem się do niego przekonałam, szczególnie latem. Nie był uciążliwy w upały i trzymał się dość długo. Także, chyba znów kupię ten zapach na lato.
#3 UNDER TWENTY - fluid matujący
O tym produkcie pisałam tutaj więc nie będę się nad nim rozwodzić. Szału nie robił, ale zły też nie był. W poście pisałam, że może bym go kupiła ponownie, teraz patrzę z perspektywy czasu i stwierdzam, że jednak nie.
#4 KOBO PROFESSIONAL - MODELING ILLUMINATOR - korektor
Przyznam się bez bicia, nie pamiętam kiedy go kupiłam i jak długo leżał gdzieś na dnie szuflady nie używany. Nie pamiętam jak ten produkt się sprawuję, więc nie wypowiem się o nim.
#5 BELL HYPOALLERGENIC - korektor
Na początku bardzo się z nim lubiłam, ale po dwóch tygodniach miłość przestała istnieć. Nad tym kosmetykiem też nie będę się rozwodzić, ponieważ mam przygotowany post o kosmetykach marki Bell, który ukarze się jakoś na dniach. ;) Nie kupię go ponownie
#6 KOBO - puder
Tego gagadka też znalazłam gdzieś w ciemnym kącie. Nie wypowiadam się, bo nie pamiętam.
#7 MAX FACTOR - CREME PUFF PRESSED POWDER
O nim pisałam tutaj i nie udało mi się go wykończyć. Na brzegach znajduje się produkt, ale nie mam już do niego cierpliwości i pozbywam się go. Nigdy więcej go nie kupię.
#8 MAYBELLINE - LASTING DRAMA GEL EYELINER
Tak zeschniętego eyelinera to chyba nikt nie widział. Zapomniałam o nim i zrobił się kamień. Trudno kupię, kolejny, bo to jeden z lepszych jakie używałam
#9 ESSENCE - LIQUID INK HIGH SHINE EYELINER
Dostałam go w prezencie do zakupów, sama bym go nie kupiła. Zły nie był, ale jak dla mnie pędzelek za mocno się wyginał i nie utrzymywał się za długo. Taki średniak. Nie kupię ponownie.
#10 SMART GIRL GET MORE (nie wiem czy dobrze napisałam nazwę firmy)- KREDKA DO BRWI
Szału nie było, ale to najlepszy produkt jaki kupiłam z tej firmy. Kolor się utleniał po jakiś trzech godzinach. Nie kupię ponownie.
#11 WIBO - LONG LISTING LINER BLACK
Nie wiem skąd ona się u mnie wzięła. Strasznie twarda kredka i nic nie szło z nią zrobić. Nie kupie ponownie.
#12 WIBO - ART LINER NR 13
Użyłam go tylko raz i przeleżał dwa lata. Nie kupię ponownie.
#13 GOLDEN ROSE WOW! NR 15
Fajny nudziak, chociaż utrzymywał się na paznokciach dość krótko. Maksymalnie do 4 dni. Nie kupię ponownie.
#14 CARMEX STRAWBERRY
Moja miłość jeśli chodzi o nawilżanie ust. Pisałam o nim w poście o ustach, o tutaj.  Także nie będę się rozpisywać. Mam już dość spory zapas Carmexów.
#15 BIAŁY JELEŃ HIPOALERGICZNY PŁYN MICELARNY
Mój ukochany płyn micelarny, tylko jego cena jak dla mnie za wysoka. Nie podrażnia oczu, szybko zmywa makijaż, po prostu ideał. Kiedyś kupię ponownie
#16 CLEAN &CLEAR - PEELINGUJĄCY ŻEL PRZECIW WĄGROM
Coś czego nie mogłam się pozbyć. Okropnie śmierdział ogórkiem i do tego nie robił nic, a no i miał dość duże drobinki, co utrudniało jego zmywanie. Nigdy więcej
#17 INTIMEA - EMULSJA HIPOALERGICZNA DO HIGIENY INTYMNEJ
Najlepszy żel jak dla mnie. Łagodny, nie podrażniał i do tego nadaje się też do mycia pędzli. Kupię ponownie.
#18 BE BEAUTY = SUNNY SMILE - PEELING DO CIAŁA BRZOSKWINIOWY
Pięknie pachnący peeling, trochę sztucznie, ale nadal ładnie. Jak go znajdę w Biedronce to kupię jeszcze, bo za cenę 3 zł to ideał.
#19 ISANA - KREM DO DEPILACJI SENSITIV
Zło po prostu zło. Nie robił nic, co obiecuje producent. Może po ponad 40 minutach może by coś zdziałał. Nigdy więcej.
#20 SCHWARZKOPF - GLISS KUR HAIR REPAIR
Zwykła odzywka, która według mnie nie robi nic, ale jest niezawodna przy rozczesywaniu. Kupię ponownie.
#21 LOREAL - ELSEVE - DWUFAZOWY ELIKSIR WŁOSY ZNISZCZONE
Po zużytych trzech opakowaniach, już wiem, że to totalny bubel. Ta odżywka u góry znacznie lepiej sprawdza się przy rozczesywaniu. Nie kupię ponownie.

A tu ze zmęczenia pomyliłam się i zrobiłam zdjęcie nie tak jak trzeba. No trudno już tego niestety nie zmienię.
#22 NEONAIL - REMOVER
Jest to po prostu zwykły aceton do usuwania paznokci hybrydowych, żelowych itd., nie widzę między nimi jakiejś różnicy. 
#23 VASELINE - INTESIVE CARE - ALOE SOOTHE HAND
Krem mimo, że śmierdział aloesem, to był bardzo dobry i wydajny. Wystarczyła odrobina, żeby dobrze nawilżyć dłonie i szybko się wchłaniał. Zaważył jego zapach, że nie kupię ponownie. 
#24 REXONA INVISIBLE BLACK + WHITE
Antyperspirant nie robił nic oprócz tego, że na czarnych ubraniach nie było plam. Nie kupię ponownie.
#25 ISANA - DEZODORANT W SPRAYU CLEAR&FRESH
Jest taki sam jak wszystkie antyperspiranty, czyli chroni przed plamami, a jest oo połowę tańszy i często w promocji. Kupię ponownie.
#26&27 BEBEAUTY - PŁATKI KOSMETYCZNE
Płatki szału nie robią, szybko się potrafią rozwarstwić i to jest ich największa wada. Ale, że do Biedry mi najbliżej to je kupuję w trójpaku.
#28 BEBEAUTY - CHUSTECZKI DO DEMAKIJAŻU
O nich pisałam tutaj i o dziwo ten post cieszy się największą popularnością obecnie. Raczej nie kupię ich ponownie, chyba, że zmusi mnie do tego sytuacja.
#29 BABYDREAM - CHUSTECZKI NAWILŻANE 20 SZT
Idealne małe opakowanie, żeby nosić w torebce do wycierania rąk. Kupię ponownie.
#30 JOHNSON'S BABY - EXTRA SENSITIVE - CHUSTECZKI NAWILŻANE
Fajne chusteczki jeśli chodzi o zmycie makijażu z dłoni. Haha, wiecie jak nakładam baze i podkład na rękę to są niezawodne przy czyszczeniu, ale nie kupię ich ponownie. Za taką cenę kupię inne tańsze, równie dobre i ze dwa opakowania.
#31 CHI SILK INFUSION - JEDWAB DO WŁOSÓW
Idealnie chroni końcówki włosów, nie będę się również rozpisywać, bo planuje o nim post. Kupię ponownie.
#32 PĘDZELEK HEBE DO NAKŁADANIA CIENI
Zaskoczone? Jeden z moich pierwszych pędzelków, dość przyjemny, ale szału nie robił. Zaczeło wychodzić z niego włosie więc go wyrzucam.
 Dotrwał ktoś do końca? Myślę teraz, że jednak nie jest tak źle z tym Denkiem. A jak ono wygląda u Was? Życzę SZCZĘSLIWEGO NOWEGO ROKU I SPEŁNIENIA WSZYSTKICH POSTANOWIEŃ ❤ Pozdrawiam i do następnego w 2017 roku ❤

piątek, 30 grudnia 2016

Babydream, dla nastolatki? Czemu by nie, byle żeby chronił przed mrozem.

Hej!
Nie mogę uwierzyć, że to już koniec roku i trochę niż pół do moich urodzin. Szybko mi leci czas jak siedzę tak długo w szkole. Dzisiaj ostatnia recenzja, jutro denko i Nowy Rok. A teraz po tym nudnym wstępie, zapraszam na recenzję kremu ochronnego przed wiatrem i zimnem dla niemowląt i dzieci. A dokładniej mówiąc WIND-UND-WETTERCREME BABYDREAM.
 Jeśli nie wiecie to firma Babydream jest dostępna w Rossmanie i jest to seria głównie przeznaczona dla niemowląt i małych dzieci. Znana z szamponu bez SLS-ów, który nie zrobił na mnie wrażenia, ale może znowu dam mu szansę. A wracając do tematu, jest to krem, który chroni skórę tak jak obiecuje producent na opakowaniu. Odkryłam go rok temu i w okresie jesienno-zimowym jest moim must have. Nie lubię wiatrów i mrozów, moja skóra wtedy wariuje i bardzo mocno szczypie. Ten krem jest wybawieniem. 
 Odkąd go stosuję codziennie rano pod makijaż, mogę zapomnieć o szczypaniu skóry czy innych dolegliwościach spowodowanych od pogody. Mam tylko wrażenie ostatnio, że mnie zapchał, ale nie wiem dokładnie co to jest. Będę szukać, a z kremu nie zrezygnuję.
Jeśli chodzi o konsystencję tego kremu to jest dość gęsty. I to co widzicie na mojej dłoni wystarcza na posmarowanie całej twarzy. Niestety ja zawsze za dużo wycisnę i dlatego zostało mi tylko pół opakowania. Chociaż on nie jest wcale drogi, bo kosztuje ok. 7 zł i często jest w promocji, gdzie zapłacimy za niego jakieś 5 zł. Zapach jak to zapach specyficzny dla kosmetyków przeznaczonych dla niemowlaków, ale ja go lubię. Nie jest zbyt nachalny, taki delikatny. Tutaj jeszcze wstawię zdjęcie składu jeśli kogoś to interesuje. ;)
Także jeśli nie lubicie szczypania od zimna, z całego serca polecam Wam ten krem.
Do jutra, pozdrawiam ;)

niedziela, 25 grudnia 2016

Makijaż Świąteczny.

Hej!
Jak zwykle wszystko u mnie z opóźnieniem, bo post miał być wczoraj, ale nic ze mną nie współpracowało.
Przepraszam za tak długą nie obecność, ale ostatni tydzień to istne urwanie głowy. Miałam już koniec semestru i na szczęście udało mi się poprawić to co chciałam plus przygotowania do Świąt. Ale na przeprosiny mam dla Was mój dzisiejszy makijaż mam nadzieję, że się spodoba. Zapraszam do czytania jak go wykonałam. ;)
Dzisiaj moją bazą jest krem normalizujący z zieloną herbatą od Herbal Care. Nie wypowiem się o nim, bo używam go dopiero trzeci raz, ale mam nadzieję, że pomoże mojej cerze. Oraz używam bazy z Bell HYPOAllergenic zielonej. Raz jestem z niej zadowolona, a raz nie. Przygotowuję o niej post, bo już mi się kończy, także możecie się go spodziewać niedługo.
 Następnie biorę się za oczy, bo jak osypią się cenie będzie łatwiej wyczyścić. Moją bazą jest dzisiaj korektor z Catrice oraz dwa cienie z Maybelline. Pierwszy to kolor Crime de Nude, nr 93. Idealnie stapia się z kolorem moich powiek, a kolejny to Creamy Beige, nr 98. Taki delikatny brąz, ledwo widoczny jak jest sam na powiece. Kolejno sięgam po moją paletkę z Kobo oraz ulubiony cień z Golden Rose. Pierwszy jest kolor nr 143 z Kobo, którym matuję cała powiekę, następnie nadkładam cień z GR nr 209 w załamanie powieki, wewnętrzny kącik przyciemniam kolorem nr 116 z Kobo i to wszystko razem ładnie rozcieram.
 Kolejno na całą powiekę ruchomą, zwilżonym pędzelkiem nakładam piękny złoty cień nr 208 z Kobo i rozcieram granicę między złotem, a brązami. Kolejno sięgam po czarny cień w kremie z Maybelline, nr 60 Timeless Black i rysuję kreskę. Oczywiście z jaskółką, które mi nie wyszły, ale trudno. Czyszczę wszystko co mi się ubrudziło i przechodzę do makijażu twarzy.
 Nakładam podkład Ingrid MINERAL SILK&LIFT w odcieniu nr 29 Porcelain. Bardzo się polubiłam z tym podkładem i mam już kolejne opakowanie w zapasie. Pod oczy ląduję Liquid Camuflage z Catrice, póki co najlepszy korektor jaki miałam, ale nie zawsze sobie radzi. Muszę się Wam pochwalić, w końcu nakładam podkład gąbeczką, ale niestety nie pokarzę jej, bo jest za brudna.
 Biorę się za brwi, które wypełniam kremowym cieniem od Maybelline, nr 40 Permanet Taupe. Utrwalam je znienawidzonym przeze mnie żelem od Wibo, oraz matuje całą twarz pudrem bambusowym z Ingrid.
 I wracam do oczka, najpierw poprawiam kreskę eyelinerem z Miss Sporty, potem maluję dolną powiekę ciemnym brązem. Tuszuję rzęsy, przyklejam kępki w wewnętrzny kącik, linie wodą maluję cielistą kredką, a w zewnętrzny kącik ląduje rozświetlacz.
Jeszcze bronzer, róż od Sensique oraz czerwona szminka. Mgiełka utrwalająca makijaż z Bielendy obowiązkowo i skończone. ;)
Mam nadzieję, że wytrwał ktoś do końca, teraz pokażę Wam efekt końcowy.

Zdjęcia jak zwykle lipne, nie oddają prawdziwego efektu, ale już trudno. Za późno już, żeby składać Wam życzenia, mam nadzieję, że wszystko co chcieliście to się spełniło i spędziliście wspaniały czas z rodziną.
Pozdrawiam i do następnego ( mam nadzieję, że już szybciej ;D),
Agula.

sobota, 10 grudnia 2016

Piękne brwi z produktami Wibo? - kredka i żel shape&define.

Hej!
U Was też jest teraz tak okropna pogoda, że nic Wam się nie chce? Ja na szczęście zmotywowałam się do napisania dzisiaj tego posta i kilku na zapas :) Dobra kończę marudzić i zapraszam na recenzję dwóch produktów od Wibo.
Na pierwszy ogień pójdzie żel do brwi o nazwie eyebrowfixer shape&define. Producent mówi, że to bezbarwny żel utrwalający kształt brwi. I to tyle ile możemy dowiedzieć się z opakowania. Używam go regularnie od dwóch miesięcy i modle się oby jak najszybciej się skończył. Pierwszą jego wadą jest zbieranie produktu, który nałożymy na brwi, aby nadać im kolor. Cała szczoteczka jest ubrudzona i trzeba ją czyścić przed każdym włożeniem do opakowania, ale nie idzie jej idealnie wyczyścić przez co żel został ubrudzony i już nie jest przeźroczysty. Kiedyś przy czyszczeniu szczoteczka wygięła się i chyba na dniach mi odpadnie. Sama szczoteczka jest duża, jak w tuszu do rzęs, tylko zakończona tak jakby kulką. Jak dla mnie jest ona za duża.
Na zdjęciu widać oprócz szczoteczki kolor kredki, ale o niej to za chwilę. :)  Jak widzicie na niej jest dużo produktu, przez co trudniej się pracuje z tym żelem. Schnie ok. 5 minut.  Po za tym ma on w sobie dużo grudek, nie będę Wam, tego pokazywać, bo to obrzydzające jest. Nie utrzymuje się on długo na brwiach, po jakiś 3/4 godzinach zaczynają one żyć własnym życiem. Nie wiem co mogę jeszcze napisać o tym produkcie, jedynym jego plusem jest to, że widać ile go jeszcze zostało. Kosztuje on chyba ok. 10 zł i na pewno go już nigdy nie kupię. Polecacie jakiś dobry żel do brwi?
Teraz przejdziemy do drugiego produktu czyli kredki z tej samej serii.
Posiadam ją w odcieniu nr 2, jest to dość ciemny i ciepły odcień brązu, który mi pasuje. Kredka jest zakończona pod skosem, co bardzo mi ułatwiało rysowanie kształtu do póki jej nie złamałam. Często zdarzało mi się za mocno wyrysować brwi więc na ratunek najpierw szła szczoteczka do wyczesywania, która znajduje się z drugiej strony kredki. Jak dla mnie jest troszkę za długa. Następnie używałam tego żelu, który idealnie zbierał produkt, haha. A i co najważniejsze kredka jest wykręcana, co podbiło moje serce. Kredka ta też kosztuje ok. 10 zł, ale nie wiem czy kupię ją ponownie, bo odchodzę od używania takich produktów do brwi.
Dzisiaj macie okazje zobaczyć jak wyglądam ;) Mam nadzieję, że nie straszę. Trochę słabo widać na tym zdjęciu brwi, ale to jedyne, na którym mam je zrobione tymi dwoma produktami. Myślę, że chociaż coś widać. To tyle na dzisiaj, używałyście któregoś z tych produktów?
Pozdrawiam i do następnego,
Agula.

poniedziałek, 5 grudnia 2016

Chusteczki do demakijażu od BeBeauty.

Hej! Post miałam dodać szybciej, ale nastało kilka przeciwności losu i się nie udało, ale nie będę już narzekać i biorę się do "gadania" na temat. ;) Dzisiaj idą pod lupę chusteczki do demakijażu, które możemy dostać w biedronce za ok. 4 złote. Ja bardzo lubię używać gdy skądś wracam i jestem zmęczona i nie mam już siły na pełen demakijaż. One są wtedy idealne, żeby zmyć to co przeszkadza w spaniu, a rano doprowadzić się do porządku. Jest to wersja dla skóry mieszanej i normalnej HYDRATE, która ma być nawilżająca, czego ja nie zauważyłam.
Chusteczki te nie są za dobre, poradzą sobie tylko z podkładem i cieniami, jeśli nie są za mocne. Z tuszem do rzęs w ogóle sobie nie radzą, chociaż producent obiecuje, że zmyją nawet wodoodporny makijaż. Także do odświeżenia twarzy nadają się, ale z mocnym makijażem sobie nie poradzą. Tutaj macie skład jakby kogoś interesował. ;)
 Sama chusteczka nie jest za duża, jest takiej standardowej wielkości i wykonana jest z takiego podziurkowanego materiału. Ciałkiem przyjemne w dotyku, niezbyt nasączone i pachną nie określonym dla mnie zapachem, ale całkiem przyjemnym. W opakowaniu znajdziemy 25 sztuk.
Podsumowując szału nie robią, ale najlepsze też nie są. Nie ma nad czym się tutaj rozczulać. Raczej już ich nigdy nie kupię ponownie, chyba że zmusi mnie do tego sytuacja. A Wy znacie ten produkt?
Mam nadzieję, że zdjęcia w tym poście są lepsze od poprzednich.
Pozdrawiam i do następnego,
Agula.